Po co Polakom historia?
Po co geografia?
sierpień '07
Podczas każdej mojej wizyty w stanach śmiałam się z Amerykanów. Z czego konkretnie? Z ich wiedzy o świecie. Z tego, że poza Ameryką reszta dla nich jakby nie istniała, a jeśli istnieje nie jest zbyt wiele warta. Większość poznanych Amerykanów nigdzie nigdy nie wyjechała. No bo po co? Przecież to w Ameryce jest najlepiej. Jednym z kolejnych dowodów na brak wiedzy geograficznej była krążąca po internecie filmowa sonda. Amerykanie w różnym wieku nie potrafili odpowiedzieć na banalne pytania o świecie. Na przykład nie wiedzieli w jakim mieście był mur berliński! Choć szczytem głupoty wykazał się facet, który na pytanie z jakiego stanu pochodzi firma KFC odparł: „Kentucky Fried Chicken? I don’t know”. Załamka! Przysłowiową kropką nad i był dla mnie film „Borat. Podpatrzone w Ameryce aby Kazachstan rósł w siłę i ludziom się żyło dostatniej”. Tu pokazano światu niewiedzę amerykańskiego społeczeństwa, które wierzy, że w Kazachstanie normą jest, że na szyi nosi się słoiczek cygańskich łez, by chronił przed chorobami. Że ludzie nie mają toalet i przynoszą do stołu w siatce to co zrobią. Że towarem eksportowym są włosy łonowe najlepiej rude, bo są rzadkie. Że w każde święto Szurika brat z siostrą uprawia seks. Świetna jest scena (na marginesie dodam, że na polskim dvd w dziale sceny usunięte), gdy Borat idzie wziąć pożyczkę z banku. Pracownik banku ewidentnie nie słyszał o Kazachstanie, bo nawet nie jest w stanie poprawnie wymówić nazwy kraju. Nie oburza się, gdy na pytanie „Jak pan spłaci pożyczkę?” Borat odpowiada, że da mu „w używanie” siostrę. Chyba myśli, że w tym całym Kazachstanie to normalne. Czy to amerykańska poprawność polityczna? Czy dowód, że Amerykanie niewiele wiedzą o świecie? W tym przypadku o Kazachstanie?
O tym, że geografia innych części świata w USA nie jest znana przypomina mi mapka świata, którą dostałam kiedyś e-mailem. Mapka nosi tytuł: „świat według Amerykanów”. Takie kontynenty jak Afryka czy Azja są zaznaczone: „Tu żyją smoki. Nie ma cywilizacji. Ludzie zjadają się nawzajem.” Europa to miejsce, gdzie są „ciekawe parki tematyczne”, a USA opisana jako „wspaniała ojczyzna wolności i dolara”. Oczywiście mapkę zrobili Polacy. Czujemy się lepsi? Najwyraźniej. Ale... czy jesteśmy?
Geografia? Proszę bardzo. Co jakiś czas rozmawiam z kimś kto nie wie gdzie leży jakieś polskie miasto. Nie mam tu na myśli Gostynina czy Pacanowa, ale np. Rzeszów (przez lata miasto wojewódzkie), który przy mnie pewien pan pomylił z Bydgoszczą nazwaną zresztą przez niego Bydgoszczem. Ostatnio ze znajomymi w kilka samochodów pojechaliśmy do Fromborka. Weszliśmy na taras widokowy w wieży, z której Kopernik czynił obserwacje nieba. I nagle jeden ze znajomych pyta: „A co to jest za woda tu przed nami? Jakieś jezioro?” Myślałam, że to żart rodem z tej księgi „Tytusa, Romka i A`Tomka”, w której Tytus miał poprawkę z geografii, którą zdał na Helu dzięki działającemu trzy pacierze eliksirowi „mondralicum”. Niestety, gdy eliksir działać przestał Tytus zadał pytanie: „A ten Bałtyk to właściwie jezioro czy ocean?”. Tytus mógł tego nie wiedzieć. W końcu to tylko od lat bezskutecznie uczłowieczany szympans. Mój znajomy człowiek od urodzenia, a jednak! To dopiero tego dnia, stojąc na klasztornej wieży obserwacyjnej dowiedział się, że Frombork leży nad morzem. Mało tego! Nie bardzo chciał wierzyć w to co widzi! Musieliśmy iść nad wodę. Ponieważ na horyzoncie majaczyły brzegi mierzei wiślanej padło pytanie, czy aby na pewno ta woda przed nami jest morzem! Odparłam, że definicja morza jest taka, że to zbiornik wodny, którego woda jest słona. Chce wiedzieć, czy to morze niech chłepce! Nie chciał.
Historia? Może i Amerykanie nie są w niej zbyt mocni. Sama znałam takiego, który pod wpływem filmu „Gladiator” wierzył, że naprawdę żył generał Maximus, który pokonał Commodusa w czasie walki gladiatorskiej na terenie Koloseum. Pewnie ta wiara jest dla nich wygodniejsza niż sprawdzenie w encyklopedii, że o Maximusie rzymskie kroniki milczą, a Kommodus (jeden z Cezarów) owszem istniał, ale nie zginął w walce na arenie, ale zasztyletowano łachudrę w koszarach gladiatorów, z którymi owszem lubił się potykać.
Wiedza przeciętnego Polaka o historii nie jest lepsza. Na początku lipca robiłam na ulicy sondę na temat Księstwa Warszawskiego, bo w tym roku mija dwusetna rocznica jego utworzenia. I co? Na pytanie co to było i kiedy istniało większość odpowiadała, że nie wie. Ktoś wspominał o wczesnym średniowieczu przed zjednoczeniem Polski po rozbiciu dzielnicowym, bo się mu pewnie Księstwo Warszawskie z mazowieckim pomyliło. Pewna pani odpowiedziała, że nie jest stąd. „Nie z Polski?” spytałam przebiegle. „Z Polski” - odparła. - „Ale z Kaszub”. I pomyśleć, że mnie uczono, że Księstwo Warszawskie to swoim terytorium obejmowało nie tylko Warszawę, ale i Toruń i Bydgoszcz. Że uczono mnie - warszawiankę z dziada pradziada - o powstaniach śląskich. Powinni byli o kiełbasie śląskiej uczyć, bo to bardziej przydatne. Przynajmniej się tym najeść można. Gdy zadawałam pytania pomocnicze o Napoleona to nie potrafili umiejscowić go w wieku! Nie było logicznego myślenia, że w Panu Tadeuszu opisywano odwrót napoleońskich wojsk spod Moskwy, a pan Tadeusz jako epopeja narodowa we 12 księgach wierszem ma w tytule podane, że jest to historia szlachecka z roku 1811 i 1812. Byłam załamana. A zwątpiłam, gdy jeden facet z niebywałą wprost dumą poinformował mnie, że on nie lubi historii. Gdy stwierdziłam, że naród bez znajomości historii jest narodem bez przyszłości - wzruszył ramionami. On to ma gdzieś. Przyszłość? Przecież i tak będzie. I to bez względu na to, czy zna się historię i geografię. Może i tak. Ale chyba warto wiedzieć gdzie spędzamy tę przyszłość. Czy na przykład jest tu... morze?
Małgorzata Karolina Piekarska - felietony (powrót) >
|
|
*Małgorzata Karolina Piekarska - dziennikarka prasowa i telewizyjna. Mieszka w Polsce. Na co dzień związana z TVP3, na antenie której emitowane są jej reportaże, z warszawskim lokalnym programem informacyjnym - Telewizyjnym Kurierem Warszawskim oraz prasą młodzieżową (Cogito, Victor gimnazjalista). Opublikowała trzy ksiązki: „Wzrockowisko”, „Klasa pani Czajki” i „Dziewiętnastoletni marynarz”. Jej życiowy partner posiada obywatelstwo amerykańskie stąd liczne podróże do Stanów. Lubi wsadzać kij w mrowisko i stawiać trudne pytania.
kontakt email>
|