zdjęcie: Igor Pudliszka
Konkurs Miss SZIKagowianka oraz wybór Kobiety Roku to nie tylko poczet koronowanych głów, lecz wielkie organizacyjno-promocyjno-artystyczne przedsięwzięcie, w którym ważne miejsce zajmują organizatorzy, telewizja, radio i realizatorzy, wykonawcy i sponsorzy, bez których pomocy koncert i widowisko nie byłyby możliwe.
Tak, jak informowaliśmy na łamach poprzednich numerów SZIKagowianki, już z początkiem grudnia 2006 roku kandydatki do tytułu Miss SZIKagowianka 2007 rozpoczęły przygotowania w D&C Fashion Studio prowadzonym przez Dariusza Przybysza oraz Urszulę Rułkowską oraz w Studiu Form Artystycznych JUMP prowadzonym przez Ewę i Wacka Barnaków. Wszystkie kandydatki pracowały bardzo ciężko i wytrwale przygotowywały się do Konkursu Piękności. Dziewczęta uczyły się poruszać na scenie, wygłaszać mowy, ćwiczyły trudne układy choreograficzne. Musiały regularnie uczestniczyć w przymiarkach strojów, dobieraniu fryzur, czy próbach makijażu.
O kulisach wyborów Miss SZIKagowianka 2007 opowiada pomysłodawczyni konkursu Urszula Rułkowska-Kempska, współwłaścicielka agencji mody D&C Fashion Studio oraz Ewa i Wacek Barnakowie, prowadzący od lat Studio Form Artystycznych JUMP, którzy są autorami profesjonalnego widowiska taneczno-muzycznego stanowiącego główną część tegorocznych wybory Miss oraz Kobiety Roku miesięcznika SZIKagowianka.
- Tradycją miesięcznika SZIKagowianka stały się
cykliczne wybory Kobiety Roku. Skąd pomysł na zorganizowanie Konkursu Piękności, wśród dziewcząt, których twarze ukazywały się na łamach polonijnego pisma dla kobiet?
Urszula Rułkowska Kempska: Tworząc wspólnie okładki z Dariuszem Przybyszem miałam i mam przyjemność pracować z pięknymi młodymi Polkami mieszkającymi w Chicago. To właśnie one zainspirowały mnie do zorganizowania Konkursu Piekności. Jak wiemy konkursy tego typu to największa promocja dziewcząt i właśnie taka każdej z nich się należała. Wiadomo, tytuł najpiękniejszej może nosić tylko jedna, jednak, poprzez publiczne występy, każda z dziewcząt miała równą szansę zaprezentowania swojej osoby. Szansę pokazania się nie tylko na kartce papieru.
Studio Form Artystycznych JUMP zyskało prestiż i uznanie w Stanach Zjednoczonych, dzięki profesjonalnie przygotowywanym widowiskowym występom tanecznym organizowanym na terenie chicagolandu. Co zadecydowało o tym, że JUMP zaangażował się w organizację wyborów Miss SZIKagowianka?
Ewa i Wacek Barnakowie, JUMP: „Jump” zaangażował się z kilku powodów. Po pierwsze: od początku wiadomo było, że wybory odbędą się na scenie, a nie w sali bankietowej, jak to ma często miejsce. Obydwoje z mężem uważamy, iż scena daje większe możliwości w pokazywaniu piękna, w wydobywaniu go i nie wyobrażamy sobie, aby nastrój niecodzienności, tajemniczości można było osiągnąć w miejscu, ktore przeznaczone jest na konsumpcję.
Po drugie: kochamy scenę i wszystko, co z nią związane. Praca na scenie daje nam satysfakcję, radość i pozwala na oderwanie się od rzeczywistości oraz na czynieniu jej piękniejszą.
Po trzecie: organizatorzy pozostawili nam „wolną rękę”, a to był chyba najpoważniejszy argument, który zadecydował o wszystkim. Jesteśmy wdzięczni za zaufanie, którym nas obdarzyli, a które pozwoliło stworzyć nie tylko konkurs piękności czy pokaz mody, ale wykreować barwne widowisko taneczno-muzyczne, które przeniosło widzów w inny wymiar. W tym właśnie zaufaniu i w swobodzie, jaką nam dali, tkwiła mądrość organizatorów, którzy skupili wokół siebie grupę pasjonatów.
Czwarty powód to nowe wyzwanie, nowe doświadczenie, nowi ludzie.
W tym zadaniu wiele spraw było dla nas nowych. Chcieliśmy zobaczyć, na ile się sprawdzimy, na ile trafne okażą się nasze pomysły. Przecież połączenie pracy modelek z grupą baletową to nowość, która ostatecznie dała fantastyczne efekty.
Wreszcie musimy powiedzieć o czymś, co będzie ukłonem w kierunku pani Anny Barauskas, która jako jedna z nielicznych odkryła „Jump” i bezinteresownie promowała jego pracę, a przede wszystkim piosenki.
Jako pierwsza też zdecydowała się przekroczyć próg naszej sali baletowej i zobaczyć na własne oczy, usłyszeć na własne uszy to, co się tam dzieje. A dzieje się niemało! Tak więc udział w tym widowisku był również czymś w rodzaju naszej wdzięczności za okazaną nam sympatię i zainteresowanie.
Włożyliście bardzo dużo pracy w profesjonalne przygotowanie konkursu, czego efekty mogła podziwiać 3 lutego 2007 roku licznie zgromadzona publiczność w Teatrze Portage.
Czy możecie odsłonić kulisy wyborów Miss SZIKagowianki. Jak wyglądały przygotowania do konkursu?
Ewa i Wacek Barnakowie, JUMP: Zajęcia odbywały się w sali baletowej Studia „Jump”. Tam uczestniczące w konkursie dziewczęta mogły obserwować w lustrze swoje sylwetki, pracować nad tym, aby sposób poruszania był profesjonalny. Jednak nie tylko na nauce chodzenia polegała ich praca! Postawiliśmy przed nimi nieco trudniejsze zadanie taniec, a więc pozycje baletowe nóg, rąk, ustawienie głowy i całego ciała, elementy tańca nowoczesnego i rozrywkowego, jakim jest disco dance. Trzy obrazy i trzy różne techniki taneczne. Chcieliśmy, aby widz odbierający nasze obrazy nie odczuł monotonii.
W obrazie, który zatytułowaliśmy „Biała Brama”, dziewczęta wystąpiły w sukniach ślubnych. Chcieliśmy, aby temu pokazowi towarzyszył wyjątkowy nastrój, lekkość i harmonia. W tym przypadku muzyka była pisana równolegle z powstającą choreografią. To, że możemy się z mężem kontaktować i współpracować niemal przez cały czas, daje nam swoisty komfort w pracy. Sprawia, iż każde rozwiązanie choreograficzne jest mocno osadzone w muzyce i na odwrót.
W „Białej Bramie” dziewczęta mogły zaprezentować swój wdzięk i urok, wykorzystując to, czego nauczyły się w zakresie tańca klasycznego. Oczywiście, nie bez znaczenia był również fakt, że wystąpiły w sukniach z salonu Laurel Bridal, które temu pokazowi dodały powabu. Piękne suknie i klasyczny ruch dziewcząt to zestawienie, które musiało zachwycić i oczarować.
W tym obrazie pojawiły się również dziewczęta z „Jumpu”, które ustawiając tajemniczą Białą Bramę otwierały ją, wypuszczając z niej kolejną piękność.
Polskie dziewczęta, często ciche i nieprzebojowe, mają w sobie dużo energii i temperamentu. Chcieliśmy, aby pokonały nieśmiałość i ujawniły te swoje zalety w kolejnym obrazie, w którym wystąpiły w skąpych gorsetach i mini spódniczkach. Ten taniec wycisnął niejedną kroplę potu z dziewcząt. Był dynamiczny i złożony z wielu elementów, musiały włożyć w niego niemało wysiłku.
Początkowo baliśmy się, czy w tak krótkim czasie dziewczęta będą w stanie opanować to wszystko, co zaproponowaliśmy. Jednak tylko duże zadania mogą przynieść duże efekty. Jeśli z góry człowiek założy niewiele, niewiele też uzyska. Dziewczęta podołały i zaprezentowały się tak, że sprawiały wrażenie tancerek, a nie tylko modelek.
Trzeci obraz, „Piękne i Demony”, to chyba najtrudniejsze zadanie. Modelki wystąpiły w ciekawej kolekcji Urszuli Kempskiej i wcieliły się w role Pięknych, natomiast rola Demonów przypadła dziewczętom z „Jumpu”. Trudna muzyka, niełatwe do wyliczenia frazy i zmieniający się charakter utworu wymagały całkowitej koncentracji, wsłuchania się oraz poddania się nietypowemu rytmowi i nastrojowi.
Tu dziewczęta nie tylko zatańczyły, ale i zagrały, bowiem „Piękne i Demony” to również krótka opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem, piękna z brzydotą. Nie wystarczył tu sam taniec. Trzeba było, aby zarówno twarze Pięknych (modelek), jak i twarze dziewcząt z „Jumpu” wyrażały emocje i mówiły o czymś, nie używając słów.
Tak więc kulisy całego przedsięwzięcia to bardzo szeroki temat i trudno w paru zdaniach opowiedzieć o wszystkim. Na pewno dla nas, jak i dla dziewcząt z „Jumpu” oraz dla pięknych modelek było to nowe doświadczenie, w które wszyscy włożyli dużo pracy, wysiłku i cząstkę samych siebie.
Wraz
z kandydatkami do tytułu najpiękniejszej na scenie pojawiły się także dziewczęta z najstarszej grupy wiekowej zespołu JUMP. Jak układała się współpraca między „miss-kami” a profesjonalnymi tancerkami ze Studia Form Artystycznych?
Ewa i Wacek Barnakowie, JUMP: Początkowo zastanawialiśmy się, czy dziewczęta będą w stanie zaakceptować się i współpracować ze sobą. Różniły się przecież wiekiem, umiejętnościami i powodem, dla którego przystąpiły do konkursu. Jednak już pierwsza próba pokazała, że są w stanie współdziałać, a nawet pomagać sobie nawzajem.
Dziewczęta z „Jumpu” w tym pokazie nie były pierwszoplanowymi postaciami, gdyż bohaterkami były kandydatki do tytułu „Miss Okładki Szikagowianki”. Dobrze jednak rozumiały swą rolę i palmę pierwszeństwa oddały bez wahania swym starszym, nowym koleżankom. Do dziewcząt z „Jumpu” należało m.in. panowanie nad rytmiczną stroną układu choreograficznego i dyskretne czuwanie nad tym, aby nasze „misski” wchodziły w dobrym momencie.
Wystarczyły dwa miesiące, aby wszyscy zżyli się ze sobą.
Musimy tu pochwalić nasze tancerki, które wykazały się ogromną cierpliwością i życzliwością. Poświęcały na to przedsięwzięcie dwa dni w tygodniu, nie rezygnując ze swoich stałych prób tańca, które mają również dwa razy w tygodniu. Do tego dochodzi ćwiczenie śpiewu. Łatwo wyliczyć, że zajęty miały prawie cały tydzień. Na takie zaangażowanie stać tylko dziewczęta z „Jumpu”, rozkochane w tańcu i scenie, dla których czas przestaje istnieć z chwilą, gdy przekraczają próg sali baletowej.
Nie mniejsze słowa uznania należą się też „misskom”, które bardzo szybko zrozumiały, że podstawy i zasady tańca, które staraliśmy się im przekazać, to nie pozbawiony sensu wymysł, ale konkretna umiejętność, pozwalająca im w przyszłości na pewne poruszanie się po scenie.
Kiedy nasza współpraca uwieńczona została finałowym występem w Teatrze Portage, wszyscy nagle zrozumieliśmy, że to koniec naszej nowej artystycznej przygody. Dziewczęta żegnały się ze łzami w oczach. Niektóre z modelek wyraziły chęć kontynuowania nauki tańca i kto wie, może w przyszłości powstanie klasa tańczących modelek, które będą mogły prezentować stroje w sposób profesjonalny i wyjątkowy.
Podsumowując tę współpracę, chcielibyśmy podziękować naszym dziewczętom z „Jumpu” i pięknym modelkom za wspaniałą atmosferę, cierpliwość i za ten czas spędzony wspólnie, który długo będziemy pamiętać.
Kandydatki do tytułu Miss pojawiały się na scenie w pięknych kreacjach, którym towarzyszyły wymyślne fryzury i modny makijaż. Kto zajął się wyborem garderoby dla dziewcząt i jak długo trwała stylizacja jedenastu kandydatek przed konkursem?
Urszula Rułkowska Kempska: Moim zadaniem, jako głównej wizażystkę i jednocześnie stylistki magazynu SZIKagowianka, była aranżacja twarzy oraz stworzenie wizerunku każdej uczestniczki konkursu. Oczywiście, pracował ze mną sztab świetnych stylistów. Wielkie brawa należą się moim kochanym fryzjerom Petrze Spilarovej i Pawłowi Sokalskiemu z Ego Studio, wizażystkom Agnieszce Hrycinskiej oraz Marzenie Bachowskiej, a także utalentowanej stylistce Joli Skupińskiej.
Jeśli chodzi o wybór garderoby to z tym było różnie. Doborem sukni ślubnych zajęła się Pani Beata Milewska z Laurel Bridal, gorsety i spódniczki to decyzja wspólnie podjeta ze wszystkimi kandydatkami. Wyborem stroju wieczorowego zajęłam się osobiście. Każda z sukienek została specjalnie zaprojektowana na tę okazję przez mnie. Osobowość tych pięknych i sympatycznym dziewcząt była inspiracją kolekcji.
Od wyborów minęło już kilka tygodni, jak z perspektywy czasu oceniacie wydarzenie, jakie miało miejsce 3 lutego. Czy dla tych kilku godzin spektakularnego widowiska warto było poświęcić tyle miesięcy na ciężką pracę związaną z przygotowaniami?
Urszula Rułkowska Kempska: Zdecydowanie tak, każdy dzień spędzony z tymi pięknymi dziewczynami był czymś wyjątkowym. Próby z zespołem JUMP były (zarówno dla mnie jak i kandydatek) najmilszą stroną całych przygotowań.
Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam pracować i tworzyć sztukę mody, promować nasze piękne Polki. Współpracować z najlepszymi polskimi firmami, bo to przecież im zawdzięczamy wspaniałe nagrody!
Wybory Miss SZIKagowianka 2007 uważam za udane przedsięwzięcie, którego w przyszłym roku podejmę się z jeszcze większą radością i nowymi pomysłami. Mam nadzieję, że w obecnym roku wspólnie z Dariuszem Przybyszem, jak i grupą JUMP prowadzoną przez Ewę i Wacka Barnaków, odkryjemy nowe twarze, nowe talenty, których promocją zajmiemy się na łamach miesięcznika SZIKagowianka, który powstał niemal trzy lata temu z myślą o wszystkich Polkach mieszkających w Chicago.
Ewa i Wacek Barnakowie, JUMP: Nie żałujemy ani jednej minuty, którą spędziliśmy przy realizacji tego przedsięwzięcia! Doskonale rozumiemy, że trzeba pracować konsekwentnie i długo, aby zaistnieć przez chwilę na scenie. Nie nudzą i nie trudzą nas takie przygotowania.
Jak po każdym dobrze wykonanym zadaniu, pojawia się uczucie satysfakcji. Aż żal, że się skończyło! Jednak wyobraźnia, którą zostaliśmy obdarzeni, nie pozwala, aby ten żal trwał długo. Już rodzą się nowe pomysły i powstają nowe obrazy, które oby nam dane było wspólnie budować jeszcze raz. Jeśli się tak stanie, to niech już od dzisiaj Czytelnicy „Szikagowianki” oczekują następnego pokazu, który będzie jeszcze bardziej śmiałą i porywającą ich w bajeczną rzeczywistość przygodą.
Pokaz fryzur to jedna z wielu atrakcji towarzyszących tegorocznym wyborom Miss SZIKagowianka. Dziewczęta podczas każdego z trzech wyjść prezentowały się w innej oryginalnej fryzurze. O kulisach przygotowań do wyborów 11 kandydatek do tytułu najpiękniejszej opowiada mistrz grzebienia Paweł Sokalski, współwłaściciel salonu fryzjerskiego Ego Studio.
Ile osób z Waszego studia pracowało nad fryzurami dziewcząt, biorących udział w wyborach?
Paweł Sokalski: Przy przygotowaniach do wielkiej imprezy, jaką organizowała SZIKagowianka, pracowało nie mało fachowców, w tym ludzie z naszego studia fryzjerskiego Ego. W ciągu kilku tygodni wraz z Petrą Spilarovą śledziliśmy całokształt przygotowań do finału. Wszystkie próby, ponadto stroje zaprojektowane dla dziewcząt, zainspirowały nas do podjęcia fryzjerskiego wyzwania i stworzenia oryginalnych fryzur na głowach wszystkich kandydatek do tytułu Najpiękniejszej. Umawialiśmy je do naszego studia, a podczas czesania wykorzystaliśmy trendy współczesnej mody.
Czym kierowaliście się przy doborze fryzur do kolejnych scenicznych wystąpień?
Paweł Sokalski: Tak, jak już wspomniałem inspiracją stały się przede wszystkim te wspaniałe młode dziewczyny. To ich typ urody i stroje, które prezentowały, zadecydowały o doborze fryzur do kolejnych wyjść na scenę. Następnie już tylko ciężka, ale i przyjemna praca, bo cóż można więcej upiększyć, gdy kandydatki same w sobie są urocze. Z niewielkim trudem pokazaliśmy jak piękne są naprawdę.
Petra i ja nadawaliśmy na tych samych falach. Pomysły nasze okazały się celujące. Chcę dodać, że nasza współpraca jest prawdziwa przyjemnością, partnerstwo okazało się trafnym posunięciem.
Ile czasu mieliście na zmianę fryzury miedzy kolejnymi prezentacjami?
Paweł Sokalski: W teatrze było dużo emocji. Niewiele czasu. Ostatnie poprawki, upięcia. Tylko kila minut mieliśmy na zmiany. Każda modelek przebierała się, a my w międzyczasie musieliśmy zmienić zupełnie jej uczesanie.
Z ciekawostek zakulisowych podczas całej imprezy to fakt, że ciągle szukałem grzebienia.
Dzisiaj, kiedy już opadły emocje, zgasły światła jupiterów jak oceniasz całe przedsięwzięcie związane z wyborami najpiękniejszej Polki z Chicago?
Paweł Sokalski: Dzisiaj, gdy już opadły emocje, uśmiechamy się do siebie z Petrą podczas każdego dnia pracy, wspominając wspaniałe chwile spędzone w teatrze.
opracował: Marcin Makowski