Strona jest w trakcie realizacji
przepraszamy jeśli jeszcze nie działają wszystkie linki
MĘŻCZYZNA MIESIĄCA - marzec '07  
Robert Wachowiak

Zdjęcie mężczyzny na okładce SZIKagowianki to nie tylko prezent dla Czytelniczek na Dzień Kobiet, ale także zapowiedź nowego działu, który wprowadzamy od tego numeru. Stwierdziliśmy, że skoro prowadzimy pismo dla kobiet, warto byłoby oprócz SZIKagowianki Miesiąca wybierać także co cztery tygodnie Mężczyznę Miesiąca, czyli przedstawiciela płci brzydkiej, który działa na polonijnym rynku w Chicago, robi coś z pożytkiem dla kobiet, a przede wszystkim jest interesującym człowiekiem i fascynującym mężczyzną, za którym wiele pań poszłoby w przysłowiowy ogień. Podobnie, jak w przypadku Wyborów Kobiety Roku, tak i z spośród wyróżnionych na naszych łamach mężczyzn, wybierzemy jednego, który otrzyma tytuł Mężczyzny Roku miesięcznika SZIKagowianka. Pierwszy „męski” kwestionariusz w historii SZIKa wypełnił Robert Wachowiak.

Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej i studiów doktoranckich w Instytucie Historii Architektury, Sztuki i Techniki na tym samym wydziale. Przez wiele lat pracował we wrocławskim oddziale TVP S.A. Prowadził programy telewizyjne, realizował reportaże i filmy dokumentalne. Dla TV Polsat współreżyserował popularny w Polsce realisty show „Bar”. Do największych osiągnięć zawodowych zalicza realizację „Kronik Wrocławskich” na taśmie filmowej 35 mm, emitowanych w kinach i bardzo ciepło przyjętych na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych i Krótkometrażowych w Krakowie. Od blisko trzech lat współrealizuje chicagowski program „Oblicza Ameryki”’ Mai i Piotra Latałło emitowany na antenie POLSAT 2 International.
Imponujący dorobek zawodowy oraz fakt, że dzisiaj pracuje w najlepszej polskiej telewizji w Chicago sprawiają, że wiele kobiet traktuje go jako jednostkę niedostępną. Rzadko zdarza się by tyle interesujących faktów zawierało się w jednej męskiej biografii i pewnie to tak bardzo zachwyca i jednocześnie onieśmiela kobiety względem Roberta. Wiele z nich, stosując stereotypy krążące o ludziach telewizji, postrzega go jako filmowego macho, co tak naprawdę jest błędną i krzywdzącą oceną, bowiem, Robert Wachowiak w swej istocie to wrażliwy i czuły mężczyzna, dla którego miłość jest najważniejszą wartością w życiu.

Imię i nazwisko: Robert Wachowiak
Znak zodiaku: Waga - to widać, słychać i czuć… na każdym kroku (śmiech!)
Znaki szczególne: brak… chyba, że wyjątkowa inteligencja wypisana na czole (śmiech!)
Stan cywilny: rozwiedziony
Dzieci: dwie wspaniałe córki – Sonia (17 lat) i Olga (12 lat)
Zawód wyuczony: architekt, historyk sztuki
Zawód wykonywany: dziennikarz telewizyjny
Gdy miałem 5 lat marzyłem o zawodzie: hmmm… księdza. Moja babcia miała taki zestaw - dwa lichtarze i krucyfiks, który wystawiała raz w roku podczas domowej wizyty duszpasterskiej, czyli kolędy. Doskonale wiedziałem, gdzie go chowa, więc w przypływie natchnienia wyciągałem go, ustawiałem na stole, dodawałem do niego kryształowy kielich, bo mszalnego nie posiadała, zakładałem komżę, którą stosownie przyozdabiałem i… odprawiałem mszę we fragmentach. Ostatecznie kapłanem nie zostałem, ale prawienie kwiecistych kazań pozostało mi do dzisiaj.
Nigdy nie podjąłbym się pracy: nie ma takiej… Jestem mężczyzną pracującym i żadnej pracy się nie boję.
Hobby: jest ich sporo. Kiedyś były to sztuki walki, z których obecnie pozostało mi jedynie zamiłowanie do kendo i iaido (walka na miecze samurajskie). Namiętnie uprawiałem też wszelakie sporty ekstremalne. Poza tym literatura, film, podróże, sztuki piękne. A ostatnio gotowanie… bo mam dla kogo!
Życiowa pasja: pasja tworzenia, od drobiazgów, po wielkie dzieła… oczywiście na miarę moich możliwości.
Kolor, który oddaje mój charakter: chyba niebieski (czytaj niebiański)… on najbardziej podkreśla moją anielskość (śmiech!)

Zwierzę, do którego mógłbym się porównać: zdecydowanie kot. Mam niezły wzrok, słuch i węch. Chadzam własnymi ścieżkami. Poruszam się po cichu i zawsze spadam na cztery łapy. Uwielbiam ciepełko i głaskanie, a w pewnych sytuacjach mruczę i delikatnie drapię. W razie potrzeby potrafię też ryknąć oraz pokazać kły i pazury. Miewam też zmienne nastroje.
Ulubiona forma spędzania wolnego czasu: a co to jest wolny czas?... (śmiech!)
Ulubione miejsce w domu: sypialnia, w której wykonuję najprzyjemniejsze czynności, czyli śpię, czytam książki, słucham muzyki, oglądam filmy i… (śmiech!)
Nie wyobrażam sobie życia bez: tlenu i ukochanej kobiety.
Mógłbym żyć bez: golonki i alkoholu.
Ulubiona książka: Książki uczą, inspirują i pobudzają wyobraźnię. Nie wyobrażam sobie życia bez czytania książek. Tych ulubionych mam wiele, do niektórych wracam z przyjemnością. Uwielbiam literaturę science fiction. Przy niej odpoczywam i doskonale się bawię.
Ulubiony film: jest ich zbyt dużo, by je wszystkie wymienić. Ja wprost uwielbiam kino!!! Od „Metropolis” Fritza Langa z 1927 roku, po filmy Quentina Tarantino. Ale chyba najbardziej lubię „Czystą formalność” Giuseppe Tornatore – film oparty na perfekcyjnym dialogu dwóch głównych bohaterów, wspaniale granych przez Gerarda Depardieau i Romana Polańskiego. Godzinami, o ile czas mi na to pozwala, z przyjemnością oglądam filmy SF.
Ulubiona muzyka: Głównie hard rock, heavy metal i muzyka klasyczna. Słucham je na przemian w zależności od nastroju. Lubię też klasyczny rock, jak Deep Purple, King Crimson, czy Pink Floyd. Zdecydowanie nie trawię muzyki z gatunku dance, trance i disco.
Ulubiony pojazd: statek kosmiczny Enterprise, którym bohaterowie Star Treka przemierzają bezmiar kosmosu (śmiech!)… A tak poważnie to lubię męskie samochody i wcale nie te z gatunku sportowych, przedłużających męskość. Lubię auta terenowe i pick-up’y. Ostatnio zakochałem się w najnowszym modelu Jeepa Wranglera o wdzięcznej nazwie Rubicon. Uwielbiam też motocykle. Najbardziej ciężkie cruisery i wyrafinowane, wysmukłe choppery.
Gdybym miał okazję być aktorem to wcieliłbym się w rolę: Jamesa Bonda. Szykowne garnitury, najnowsze modele samochodów, podróże dookoła świata, niezliczona ilość gadżetów, piękne kobiety i permanentnie podniesiony poziom adrenaliny. Nic dodać, nic ująć.
Dzieło sztuki, które wzbudza mój podziw: kobieta – to wg mnie najwspanialsze dzieło sztuki i na dodatek stworzone przez perfekcyjnego twórcę. Uwielbiam dzieła architektury – od starożytnej po nowoczesną. Podziwiam rzeźbę i malarstwo antyczne. Dobrze czuję się wśród dzieł impresjonistów. Jestem wysmakowanym estetą, więc lubię wszystko co piękne.
Typ kobiety, który zawsze mnie pociąga: jak to mówiły nasze babcie i do tańca i do różańca. Kobieta o wyjątkowej powierzchowności (ale nie w typie urody lalki Barbie) i bogatym wnętrzu. Inteligentna, odważna, wysportowana, czuła, namiętna, kochająca. Czyli po prostu Edyta!!!
Jaką rolę odgrywają w Twoim życiu kobiety?: ogromną!!!... Odgrywały, odgrywają i odgrywać będą, począwszy od mojej kochanej mamy, poprzez moją byłą żonę, moje córki, a obecnie niezwykłą kobietę o imieniu Edyta… Kobiety są dla mnie natchnieniem, inspirują mnie i pobudzają… do działania.
Potrawa, która sprawia rozkosz mojemu podniebieniu: wszystko, co przyrządzi Edyta.
Cytat, który pozostaje w mojej pamięci:
„Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,
Wokoło lecą szmaty zapalone;
Gorejąc, nie wiesz, czy stawasz się wolny,
Czy to co twoje, ma być zatracone?
Czy popiół tylko zostanie i zamęt,
Co idzie w przepaść z burzą - czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,
Wiekuistego zwycięstwa zaranie!
To z wiersza „Po to właśnie” C.K. Norwida… Ot, moja romantyczna dusza…
Gdybym mógł cofnąć czas to: z pewnością robiłbym dokładnie to samo… może ze zdwojoną siłą i prędkością.
Gdybym mógł przenieść się w czasie, to wybrałbym epokę: starożytny Egipt.
I wcielił się w postać: zdecydowanie kapłana – duża wiedza, władza i niezależność. No i zrealizowałbym marzenia z dzieciństwa (śmiech!).
Na bezludną wyspę zabrałbym: mój miecz samurajski, moje łóżko, bibliotekę, płyty, filmy i zestaw audio-video. Do tego niestety musiałbym zabrać także generator prądotwórczy. W samotności wytrzymałbym prawdopodobnie jakieś pięć minut, więc musiałbym dołożyć jeszcze telefon komórkowy i laptopa (śmiech!)… No i koniecznie zabrałbym Edytę (przepraszam, że wymieniam ją na końcu). Tam dopiero stworzylibyśmy swój własny raj na Ziemi.
Praca to dla mnie: Pamiętam taki cytat z „Pigmaliona” Georga Bernarda Shawa: „Happy is the man, who can make a living by his hobby”. I to jest strzał w 10! Do takiego komfortu cały czas dążę. Żeby wykonywana praca, nie tylko przynosiła dochody i pozwalała godziwie żyć, ale przede wszystkim sprawiała ogromną przyjemność. Na moje nieszczęście nie zawsze jest to ode mnie zależne. Generalnie nie wyobrażam sobie życia bez pracy. Nawet gdybym miał na koncie 100 milionów dolarów, też bym pracował, z pewnością jednak na większym luzie. Zdecydowanie bardziej poświęciłbym się wówczas dla innych.
Od jak dawna w USA: od trzech lat.
Co najbardziej podoba mi się w USA: wielokulturowość i zróżnicowanie geograficzno-klimatyczne. To świat w pigułce. No i nadal jest to kraj, w którym jeżeli się tylko chce, to można wiele osiągnąć.
Czego nie lubię w USA: nieuctwa i wbrew pozorom rozprzestrzeniającej się ksenofobii.
Polonia amerykańska. Jaka jest? A cóż to jest Polonia?... Czy inne nacje, rozsiane po całym świecie mają swoje „nacjonie” (przepraszam za mój niewybredny neologizm)?... Według mnie nie ma podziału na Polaków i Polonię. Wszyscy jesteśmy z tej samej gliny, z genetycznie uwarunkowanymi zaletami i wadami narodowymi. Tyle tylko, że większa część mieszka nad Wisłą, a mniejsza na emigracji. Mówiąc kolokwialnie - jesteśmy, jacy jesteśmy!
Moim autorytetem w życiu jest: wszyscy odważni twórcy, myśliciele i odkrywcy. Pewnie banalnie zabrzmi tu Kolumb, ale on też się do nich zalicza. Także ludzie o wielkim sercu i rozumie, którzy bez względu na cokolwiek potrafili lub potrafią miłować bliźniego. Do nich zaliczam m.in. Jana Pawła II, matkę Teresę z Kalkuty i Dalai Lamę.
Cechy, które cenię w człowieku to: honor, uczciwość, szczerość, szlachetność i męstwo, czyli wymarłe cechy dawnych wielkich rycerzy i mężów stanu.
Wady, których człowiek powinien się wyzbyć: głupota, głupota i jeszcze raz głupota. To jedyna rzecz, której w 100% nie toleruję. Nie znoszę też zawiści i ksenofobii.
Być mężczyzną oznacza: przeczytajcie parę kodeksów rycerskich od europejskich po japońskie Bushido, a będziecie wiedzieć, co to oznacza.
Motto życiowe: jestem epikurejczykiem, więc cieszę się każdą chwilą życia. A zatem – „Carpe diem”!... Jako nie poprawny romantyk i optymista hołduję także starej łacińskiej maksymie Amor vincit omnia, czyli Miłość zwycięża wszystko.
Największy życiowy sukces: Moje dwie wspaniałe córki oraz to, że realizuję się w USA.
Życiowa porażka: To, że nie przyjechałem tu wcześniej. Zmarnowałem mnóstwo czasu.
Gdy mnie zabraknie, chciałbym, aby ludzie wspominali mnie mówiąc: Ave Cesar!!! (śmiech!)
Marzenie, które chciałbym jeszcze zrealizować to: ooo… jest ich wiele. Z ambicjonalnych pragnę wydać parę książek, namalować kilka obrazów, zrealizować oskarowy film dokumentalny i wyprodukować film fabularny. Z estetyczno-duchowych – zwiedzić parę miejsc na świecie z Japonią, Nepalem i Tybetem na czele. Ale tak najbardziej to marzę o osiągnięciu pełnej równowagi ducha, rozumu i ciała, czyli pełni oświecenia.

Chcesz zgłosić mężczyznę miesiąca?

kontakt>>>


Zdjęcie: Dariusz Przybysz,
Makijaż i Stylizacja: Urszula Rułkowska-Kempska


Copyright 2007 Marwell Publishing - "SZIKagowianka"
HOME | POLKI W CHICAGO | REPORTAŻE I FELIETONY | DUSZA I CIALO | MODA I URODA | KONTAKT